|
|
<
|
Styczeñ 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
¦r |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
|
|
|
|
|
1
|
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
7
|
8
|
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
14
|
15
|
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
21
|
22
|
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
28
|
29
|
|
30
|
31
|
|
|
|
|
|
Zak³adki:
Byt równoleg³y
Czytam
Drogi czytelniku! Wszystkie fotografie i teksty znajduj±ce siê na blogu s± w³asno¶ci± Tercybiadesa. Ich kopiowanie, powielanie bez jego zgody to kradzie¿ w³asno¶ci intelektualnej, objêtej ochron± w my¶l ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych.
Poczta
Zaginione
|
poniedzia³ek, 23 stycznia 2012
Krzyk *
Rozdar³o nam siê prze¶cierad³o na dwoje. Niezabli¼nione brzegi roni± pajêczynê od wtedy do teraz. Czas - krêtacz pozwoli³, by wyla³a siê z nas krew nie zostawiaj±c nic w czym mogliby¶my obmyæ d³onie.
* - za s³owa odpowiedzialna jest Igriana
czwartek, 19 stycznia 2012
Bajka na dobranoc
Muzyka
- Kocha³e¶ mnie kiedy¶? Ja by³am w tobie zakochana. Nie widzia³ jej twarzy tylko czubek g³owy pokryty delikatnym mchem kie³kuj±cych na nowo w³osów. Wsparta o jego ramiê patrza³a w telewizor. Nie lubi³ takich tematów, zw³aszcza, kiedy nie móg³ odczytaæ z oczu w jakim jest nastroju. - Wiem, ale naprawdê chcesz o tym teraz rozmawiaæ? Odpowiedzia³ pytaniem lew± rêk± poprawiaj±c koc na jej biodrze. - Nie. Chcê us³yszeæ jak opowiadasz o nas – powiedzia³a nie poruszaj±c siê. Westchn±³. - Kiedy o tym mówisz mam wra¿enie, ¿e to tylko opowie¶æ, jedna z tych twoich wymy¶lonych historii i nic wiêcej. Za¶mia³ siê, ale w skrzypi±cych d¼wiêkach nie by³o ani odrobiny rozbawienia. - Dlaczego wydaje ci siê, ¿e podejdziesz mnie w ten sposób? Chcesz, dam ci co¶ do poczytania? - Tak, tak... Ja wiem, masz tego na kopy i wszystko jak spod ig³y, poukrywane w dziwacznych miejscach, ale chcê ¿eby¶ mówi³. W ogóle ma³o mówisz. - Ma³o mam do powiedzenia. - Bzdura! – unios³a do góry g³owê. Teraz zobaczy³ jej twarz. Schud³a przez ostatnie tygodnie. Niedawna delikatna opalenizna zesz³a ustêpuj±c miejsca niezdrowej blado¶ci. Oczy, bezustannie zaszklone jakby wpó³ do p³aczu, spogl±da³y gniewnie. - Kiedy¶ da³abym siê na to nabraæ. Opowiadaj. Znów westchn±³, a ona na powrót wspar³a g³owê na jego ramieniu. - To by³o latem. Mia³em wtedy jeszcze d³ugie w³osy, a ty nosi³a¶ dziesiêciocentymetrowe… - Tak, pamiêtam. Matka zaakceptowa³a ciê tylko dlatego, ¿e pracowa³e¶… - Nie przerywaj mi. W tej historii nie ma miejsca na twoj± matkê, ani na ¿adnego innego diab³a. Skarcona st³umi³a chichot. - To by³o latem. Mia³em wtedy jeszcze d³ugie w³osy, a ty nosi³a¶ dziesiêciocentymetrowe, czerwone szpilki i sukienkê w ró¿e. Tak± przed kolanko trochê ju¿ nie w modzie… Czasu mieli¶my tyle, co na lekarstwo, wiêc na randki chodzili¶my pó¼nym wieczorem. Pamiêtasz jak ma³o lamp ¶wieci³o siê wtedy na bulwarze? Tylko morze szumia³o tak jak dzi¶. To siê nie zmienia… Kiedy wychodzili¶my z mroku stara³em siê zostaæ trochê z ty³u. Co¶ mi spada³o, wi±za³em buty, wyci±ga³em papierosy. Wszystko po to ¿eby popatrzeæ na ró¿e oplataj±ce twoje ramiona, taliê i biodra. Potem, odwraca³a¶ siê na palcach w moj± stronê, sukienka unosi³a siê lekko do góry - masz obl±kañczo zgrabne nogi – a mnie zapiera³o na chwilê dech. Krew zaczyna³a szybciej kr±¿yæ w ¿y³ach, dr¿a³y mi d³onie… Na pocz±tku chodzili¶my obok siebie. Ty z rêkoma za³o¿onymi do ty³u. Zawsze trzyma³a¶ w nich taka ma³±, czerwon± kopertówkê. Ja swoje zatapia³em w kieszeniach. A¿ pewnego wieczoru zaczepili¶my siê niechc±cy palcami. Pamiêtasz? Zaskoczy³o nas to a¿ do zatrzymania. Stali¶my naprzeciwko siebie nie za bardzo wiedz±c, co pocz±æ z tym zapl±taniem? Opu¶ci³a¶ g³owê... To by³o jak skok nad przepa¶ci±, ten jeden krok do ciebie. Wtedy pierwszy raz ciê poca³owa³em. Zupe³nie nie wiem, dlaczego mnie wtedy nie objê³a¶, ale by³o jak w… Je¿eli, wiêc koniecznie chcesz wiedzieæ to w³a¶nie wtedy by³em w tobie zakochany. Zamilk³. W ciszy rozpycha³ siê g³os z telewizora. Na prawej d³oni poczu³ co¶ ciep³ego. - Wszystko w porz±dku? – zapyta³ zaniepokojony – P³aczesz? - To... Moja bajka na dobranoc – wyszepta³a.
poniedzia³ek, 09 stycznia 2012
niepamiêæ
Bywa, ¿e ogarnia mnie wzruszenie, kiedy patrzê na ciebie. £ykam ³zy widz±c, jak zak³adasz rajstopy, w tych ruchach wci±¿ jeste¶ kobiet± t± sprzed wieków, w bia³ej sukience, kalecz±c± sobie d³onie o znikaj±cy ksiê¿yc. W takich chwilach nie pamiêtam dlaczego odszed³em, dlaczego wo³any odpowiedzia³em powrotem. Chyba powinienem siê upiæ, tylko wtedy nie pamiêtam niczego. Tylko wtedy nie pamiêtam, ¿e nie kocham ciê wcale…
¶roda, 04 stycznia 2012
Tytu³ z waty
Nie obijam siê. Nie mogê tylko otrz±sn±æ siê po ¶wiêtach. To, co by³o zwyk³± gryp± zlaz³o po gardle rozsiadaj±c siê na oskrzelach. Zwyk³a wyprawa do kuchni jest jak podró¿ Narodu Wybranego przez pustyniê, tylko, ¿e nikt cholera po drodze nie obdarowuje mnie mann±. Tym bardziej przepiórkami. Swoj± drog± nie pogardzi³bym roso³em z przepiórki… Ale nie o gotowaniu. My¶leæ siê nie chce. Niby co¶ tam ³azi po g³owie, ko³acze i co z tego skoro jest problem z przebiciem siê przez gêst± watê wype³niaj±c± g³owê. Nie mniej ¶ni siê, wiêc kiedy ranne wstaj± zorze czasami udaje siê z³apaæ jaki¶ pomys³. A pomys³ zaczyna siê tak:
Za wszystko trzeba zap³aciæ. Nie ¿ebym narzeka³, stwierdzam fakt. Gdyby tak nie by³o to czego by³em ¶wiadkiem, co siê wydarzy³o, trzeba by uznaæ za senne widziad³o, a ja sta³bym na progu przebudzenia. Ale nie ¶piê. Nie wiem sk±d to wiem. Wola³bym nie byæ tak przera¼liwie pewnym rzeczywisto¶ci. Wola³bym nie siedzieæ po¶rodku. Po¶rodku czego? WSZYSTKIEGO.
- Fajne! Co dalej? Zapyta³a córka potrz±saj±c mnie za ramiê, bo zasnê³o mi siê po przebudzeniu. - Aaa, eee, iii, yyy… Odpowiedzia³em jak zwykle nadzwyczaj inteligentnie. - Acha. To ja przyniosê herbaty? Wyszepta³a skromnie og³uszona wielowymiarowo¶ci± wypowiedzi ojca. - Ooo! Wychrypia³em filozoficznie, unosz±c palec wskazuj±cy prawej d³oni. No i tyle. ¯e niewiele? Swoim zwyczajem powiem: - Ci±g dalszy nast±pi. Oby jak najszybciej! Nie my¶lenie jest strasznie mêcz±ce…
¶roda, 28 grudnia 2011
Czym skorupka za m³odu
Mia³em jaki¶ nowy wpis, opowiadanie, jeno nie chce mi siê. Kaszlê na ka¿dego kto pojawia siê nieuzbrojony w herbatê z cytryn±. Z przezorno¶ci, bo gdyby chcia³ przypadkiem rozmawiaæ to ja bardzo przepraszam, ale kicham na to. Kicham ogólnie, niby na wszystko. Le¿ê. Udaje, ¿e ¶piê albo drzemiê. Le¿ê. Telewizor mam vis a vis ³ó¿ka, wiêc kiedy nie udaje, ¿e ¶piê albo drzemiê to ogl±dam. Najbardziej rzucaj± mi siê na oczy reklamy. Zadziwiaj±ce, ¿e to one stanowi± przyt³aczaj±c± czê¶æ programów telewizyjnych. Inna sprawa, ¿e ich rola edukacyjna jest nie do przecenienia. Aktualnie, rzecz jasna interesuj± mnie te koñcz±ce siê na: Skonsultuj siê z lekarzem lub zapytaj farmaceutê. Przerazi³y mnie nie na ¿arty! Bo nie dbam nie tylko o siebie i staczaj±cy siê ku niepamiêci z braku lecytyny umys³, ale, co gorsza, o swoje dzieci. A o dzieci przecie¿ dbaæ trzeba! Dzieci s± przysz³o¶ci± narodu! I emerytury... Tym czasem czyha na nie, na tym ³ez padole, ca³e mnóstwo niebezpieczeñstw, z których przeziêbienie jest najmniejszym problemem. Co powinienem zrobiæ? Ano zaopatrzyæ siê i szprycowaæ. Profilaktycznie. Profilaktyka jest najwa¿niejsza! – us³ysza³em w radio, nie, ¿e sam z siebie. No to jedziem. Z rana tabletka z witamin± C koniecznie, do tego jaka¶ na pobudzenie szarych komórek – absolutnie niezbêdne, ¿eby dziecko w ogóle kojarzy³o, co siê do niego w szkole mówi. Po powrocie co¶ na walkê z pryszczami od ¶rodka i jaki¶ drag pomagaj±cy roz³adowaæ stres po zajêciach. Przed obiadem syrop na apetyt, ¿eby zjad³o i mia³o si³ê odrobiæ lekcjê, a nie bezmy¶lnie wgapiaæ siê w wystawê w centrum handlowym razem z kole¿ankami, które niczego nie bior±, wiêc nie tylko s± chorowite, ale i o poziom rozwojowy ni¿ej. Trza dbaæ z kim¶ siê potomstwo zadaje! Wieczór. Musi siê latoro¶l wyspaæ, dlatego koniecznie zio³owa pigu³a na sen, delikatna, co by mo¿na by³o ¶pi±c± królewnê, czy królewicza rano dobudziæ. No, a rano… Jezu! No nie dbam o w³asne dzieci. Nic, a nic! Dyæ im farmacja ju¿ od samego poczêcia by³a potrzebna, a ja nie¶wiadom pozwoli³em im ³aziæ po bo¿ym ¶wiecie bez nijakiej obrony. Pewnie siê za to w piekle bêdê sma¿y³! Ju¿ wola³bym nie wiedzieæ jakim z³ym rodzicem jestem. Jak zwykle, wszystko przez telewizjê. Wy³±czam. Idê udawaæ, ¿e ¶piê ¿eby mieæ alibi.
wtorek, 27 grudnia 2011
Zak³adnicy
Zaczyna siê banalnie: pomarañcz± obieran± ze s³ów, pierwszymi ³zami soku sklejaj±cymi palce. Wtulona w d³oñ pachnie s³odycz± lata. Wype³nia p³uca, miesza z krwi± ko³acz±c w ¿ebra obietnic±. Oszo³omieni, ca³o¶ci wydzieramy pierwsz± czê¶æ w komunii Tu i Teraz. Przez chwilê nie ma nic, prócz pomarañczy z przedwiecznego sadu. Przez chwilê - pozbawieni s³ów, jeste¶my pierwsi.
czwartek, 22 grudnia 2011
Za szk³em - zakoñczenie
Pojawi³ siê znik±d, nagle zmaterializowany z drobinek zazdro¶ci, z któr± przygl±da³a siê Eli. Nawet j± lubi³a, ale ten p³aski brzuch, cycki stercz±ce jak u osiemnastolatki, w³osy... Mój Bo¿e, czym ona myje w³osy? …i wolno¶æ. Nie ta od ch³opa, bo przecie¿ obie maj± mê¿ów, ale od skrupu³ów, od strachu… Co by³aby w stanie po¶wiêciæ, ¿eby ¿yæ w³a¶nie tak? Wszystko – wyszepta³a dr¿±c z przera¿enia, którym nape³ni³o j± zuchwalstwo w³asnej odpowiedzi. Wtedy go zobaczy³a. Na miêkkich nogach podszed³ do kuchennego blatu. By³ pijany. Ela otworzy³a szeroko usta, chyba krzycza³a. Ryku zas³oni³ jej usta rêk±. Przez chwilê szamotali siê str±caj±c na pod³ogê stoj±ce tu i ówdzie naczynia. Musia³a go ugry¼æ, bo oderwa³ d³oñ od twarzy i spojrza³ na ni± z niedowierzaniem. Wreszcie zwin±³ palce w piê¶æ i z ca³ej si³y uderzy³ Elê w twarz. Upad³a. Mówi±c co¶ do nieprzytomnej zacz±³ rozpinaæ pasek u spodni. Dalej nie mog³a patrzeæ. Musia³a co¶ zrobiæ, wszystko jedno, co Ryku bywa nieobliczalny. Czasami, kiedy by³ wystarczaj±co pijany – tak, ¿e niczego nie pamiêta³ na drugi dzieñ, zamiast po³o¿yæ siê i zasn±æ zdziera³ z niej ko³drê i kln±c gwa³ci³. Nie wie, czy to dobre s³owo, skoro byli ma³¿eñstwem, ale gdyby nie byli, tak by to nazwa³a. Innym razem, zanim zabra³ siê do rzeczy zdejmowa³ pasek w taki sposób jaki w³a¶nie widzia³a: nie¶pieszny, ¶lamazarny, przera¿aj±cy - bo kiedy go zdejmie zacznie uderzaæ tward± skór± gdzie popadnie a¿ wyzwolony przez niego ból i strach podniec± go wystarczaj±co mocno, ¿eby bez przeszkód zrobiæ swoje. Nauczy³a siê os³aniaæ twarz. Pamiêta, ¿e skl±³ j±, potem pobi³ na trze¼wo, kiedy zapytana o czerwon± prêgê na policzku, ze ³zami w oczach, opowiedzia³a mu wszystko i b³aga³a, ¿eby wiêcej tak nie pi³. Nie ¿eby w ogóle, tylko a¿ tak du¿o. Przecie¿ mo¿esz piæ mniej, prawda? Zapyta³a, a on rozw¶cieczony dar³ siê: - K³amiesz! K³amiesz suko! To nie by³a jego wina, to ojciec, on wszystkiemu winny. Stary pijak! Ryku mia³ wtedy dziewiêtna¶cie lat, przyjecha³ na przepustkê z wojska, nie chcia³ piæ z ojcem - poszed³ na wie¶. Kiedy wróci³, matka ju¿ nie ¿y³a, a ojciec wisia³ w stodole. Opowiedzia³ jej o tym w tajemnicy, chocia¿ w ka¿dej cha³upie znali tê historiê, wtedy jednak mia³a wra¿enie, ¿e dopuszcza j± do najg³êbszego sekretu swojej duszy. Rozumia³a. „Przesz³o¶æ po¿era go od ¶rodka. Nie mog±c siê wydostaæ, szuka jakiej¶ szczeliny, wentyla dla wyrzutów sumienia” - przeczyta³a to gdzie¶ i uwierzy³a. Ale ten odra¿aj±co przera¿aj±cy ruch d³oni b³±dz±cych ko³o klamry paska z³ama³ j±. By³a w stanie po¶wiêciæ siê dla niego, robi³a to ju¿ wystarczaj±c± ilo¶æ razy, ¿eby znie¶æ nastêpny, nie pozwoli jednak, ¿eby kto¶ zaj±³ jej miejsce. Nikt na to nie zas³uguje. Nikt nie jest tak silny… Jak ja? Co¶ gor±cego piek³o policzki, zas³ania³o widok. Otar³a wierzchem d³oni oczy. Patrza³ wprost na ni±. Krzycza³, wci±¿ majstruj±c przy spodniach. Pewnie zrobi³by te dwa kroki, które ich dzieli³y, gdyby nie cia³o Eli le¿±ce na pod³odze miêdzy nimi, musia³ je obej¶æ. Jak siê tu znalaz³am? – nie potrafi³a odpowiedzieæ. Ryku, opieraj±c siê o blat ruszy³ na ni±. Wci±¿ krzycza³, ale nie s³ysza³a, jakby mi³osierny Bóg odebra³ jej s³uch. Zabra³ te¿ strach, pozostawiaj±c po nim ziej±c± czerni± nico¶æ. Ch³odna i twarda jak stal sp³ynê³a do nóg, wype³ni³a brzuch, ramiona i rêce, rozsiad³a siê w g³owie poch³aniaj±c ka¿d± my¶l. Ostatni± by³a ta, ¿e jej samej tu nie ma, ogl±da tylko wszystko czyimi¶ oczyma. Ryku zatrzyma³ siê. Uniós³ otwart± d³oñ do góry. Teraz uderzy – stwierdzi³a beznamietnie. Rêka opada³a powoli niczym w zepsutym magnetowidzie. Widzia³a dok³adnie, jak nadziewa siê na ostrze no¿a. Ryku cofa siê. Niesiona przez ostrze pod±¿a za nim, rozpruwa pier¶, jeszcze raz i znowu, raz za razem… Nagle przez pustkê przedziera siê krzyk. To ja? – pyta rozgl±daj±c siê bezradnie. - Jezu! Jezu! Marysia! Jezu! - Heniek? Co ty tu? – u¶miecha siê do mê¿czyzny stoj±cego w progu – Powiniene¶ kupiæ now± czapkê – mówi widz±c jak tamten miêtoli w rêkach sp³owia³± leninówkê. Robi siê ciemno, opada gdzie¶, na co¶. Jest miêkko i spokojne. Nico¶ci wycieka z niej wielkimi srebrnymi kroplami ³omocz±c o ziemiê. ¦piê? Powieki s± ciê¿kie niczym o³owiane sztaby. - Marysiu, to by³ sukinsyn… - samochód trzêsie na wybojach. - Heniek? Gdzie jedziemy? – pyta, ale nie jest pewna, czy wyda³a z siebie jaki¶ d¼wiêk. - Nikt siê nie dowie… Wszystko u³o¿y³em… tylko powiedz, ¿e to Eryk… ¿e to jego dziecko… - strzela w ni± krótkimi zdaniami. Nic nie rozumie. - ¯e mnie zgwa³ci³, tak jak tê warszawiankê – Aniela siedzi w fotelu pasa¿era – nikomu nic nie powiemy, tylko powiedz tak przed sklepem – zaczyna p³akaæ – Marysiu, chcemy ¿yæ normalnie. Ty przecie¿ te¿. No gdzie siê podziejemy? Powiedz, b³agam… Ciemno¶æ – czarna czelu¶æ tajemnicy skrywanej za szk³em, nim siê zamknie, po³yka jeszcze jedno zdanie: - Spalcie ich. Spalcie do ziemi...
¶roda, 21 grudnia 2011
Za szk³em - Komisarz 3
Radiowóz ustawiony w poprzek podjazdu skutecznie blokowa³ dostêp do bramy, w ¶rodku, z rozdziawionymi szeroko ustami spa³ Piasecki. Zapuka³ w szybê. Sier¿ant natychmiast oderwa³ g³owê od zag³ówka rozgl±daj±c siê dooko³a nieprzytomnym wzrokiem. - Ale mnie ¶ciê³o – powiedzia³ otwieraj±c drzwi. Silski wyci±gn±³ z kieszeni paczkê Cameli. - Palisz? - Nie. I nie pijê. - Tego nie proponujê, chocia¿ waln±³bym kielicha – rozmarzy³ siê zaci±gaj±c g³êboko papierosem. Zmêczy³a go ucieczka do Dzia³dowa. Zmêczy³a prawie godzinna rozmowa z Wawrzeck±, która niczego nie wnios³a. Dziewczyna nie pamiêta³a albo nie chcia³a sobie przypomnieæ. Zreszt±, ka¿dy adwokat wyci±gnie j± zas³aniaj±c obron± konieczn±. Wa¿ne, ¿eby dobraæ siê do domu nad jeziorem. By³ pewien, ¿e znajdzie w nim na Kosê wiêcej ni¿ zabójstwo. Reszta…, resztê w sumie wiadomo. Tylko sk±d nó¿ na szafce, nie na pod³odze? – pomy¶la³ bezwiednie znów czuj±c niepokój. Nie znosi³ przeczuæ, wszystko psu³y… - Na twoim miejscu dzisiaj bym nie pi³. Cholera wie, co im strzeli do g³owy? Dopiero, co siê rozeszli. - Demonizujesz… - rzuci³ od niechcenia. Piasecki zacz±³ siê ¶miaæ. Najpierw nerwowo dusz±c chichot potem, szczerze - g³o¶no. Echo odbi³o siê od p³otów i popêdzi³o drog± poruszaj±c firanki za zamkniêtymi oknami. - Bêd± szukaæ zemsty – powiedzia³, nagle uspokajaj±c siê - Mo¿e zabi³a Wawrzecka, a mo¿e nie? Mo¿e z jakiego¶ powodu zabi³ ten, co dzwoni³? A mo¿e zadzwoni³, bo by³ zbyt pijany ¿eby zauwa¿yæ, ¿e dziewczyna ¿yje? Wszystko jedno, wed³ug nich ona jest winna – zamilk³ bior±c g³êboki oddech – Przez ostatnie cztery lata by³o tu sze¶æ samobójstw, ostatnie kilka dni temu. Mówiê samobójstw, ale jeden Bóg wie, jak by³o naprawdê i co¶ mi siê zdaje, ¿e i tym razem tak bêdzie. Nie wiem, czego chcesz szukaæ prócz zabójcy, widaæ jest to wa¿niejsze, skoro tyle czekasz na swoich ludzi. Ja nie mia³bym odwagi, sumienia czekaæ… Komisarzu. Silski zgarbi³ siê. Wiejski glina mia³ racjê. Od pocz±tku do koñca chodzi o Wawrzeckiego, o nic wiêcej. Je¿eli jeste¶ w policji wystarczaj±co d³ugo, zaczynasz wierzyæ w szersze spojrzenie. Przestajesz wyrywaæ chwasty, chcesz dopa¶æ ogrodnika, który je sadzi. - Tak, nie ma ju¿ znaczenia kto zabi³ kogo, wa¿ne gdzie – przyzna³, nie wierz±c, ¿e mówi to na g³os. - Turska z dzieæmi jest u swoich rodziców w W±dzynie. Numer domu 24 – Piasecki wsiad³ do radiowozu – Panie komisarzu, kiedy przesta³e¶ byæ prawdziwym glin±? Nie czekaj±c na odpowied¼ trzasn± drzwiczkami i odjecha³. Silski zosta³ sam na sam z w¶ciek³o¶ci±, któr± ten idealista po sobie pozostawi³. Nie wiedz±c, co pocz±æ wyj±³ z baga¿nika ¿ó³t± ta¶mê z nadrukiem ‘Policja’ i rozwin±³ j± wzd³u¿ ogrodzenia. Potem zszed³ ze skarpy na ty³ach domu i zagrodzi³ ni± przej¶cie od strony jeziora. Spojrza³ na zegarek - 21. Dzieñ powoli siê koñczy³. Kln±c i sapi±c wspina³ siê z powrotem na górê. Zachodz±ce s³oñce dokona³o cudu przemienienia zamieniaj±c wodê w krew. Wykrzywi³ z niesmakiem usta. - Mroczno – mrukn±³ pod nosem, a potem, zaskakuj±c samego siebie wydar³ siê w stronê drugiego brzegu: – Chuj z tob±! – nikt mu nie odpowiedzia³. Wróci³ do samochodu. Obieca³ sobie nie zasn±æ, dlatego zupe³nie nie wie, kiedy straci³ kontakt z rzeczywisto¶ci±. Obudzi³ go piek±cy ból policzka wtulonego w szybê. Z pocz±tku my¶la³, ¿e przespa³ ca³± noc, dopiero po chwili zrozumia³, ¿e to po¿ar. Skwiercza³o, trzeszcza³o, strzela³o. Nie tak, jak strzelaj± suche patyki w ¶wiêtojañskim ognisku, ale solidnie jakby kto¶ urz±dzi³ sobie polowanie z dwururk±…
Ostatni ci±g dalszy nast±pi
czwartek, 15 grudnia 2011
Patchwork
grzmi gdzie¶ daleko p³acze dziecko zmarszczka tnie wzd³u¿ martwe zdjêcie wpó³ do jutra ga¶nie ksiê¿yc cienie mami± snu girlanda dzieñ zamyka w niepamiêci oczy gasn±
¶roda, 14 grudnia 2011
Za szk³em - Komisarz 2
Silski nie lubi³ przeczuæ. Kiedy zaczyna³ je mieæ znaczy³o to, ¿e sprawa siê sypnie zamiast zgrabnie z³o¿yæ do kupy. Pierwsze z³apa³o go przed domem Wawrzeckiego. Pali³ papierosa, a przez otwarte drzwi dochodzi³ odg³os trzaskaj±cego flesza - d¼wiêk uspokaja³, przynosi³ pewno¶æ, ¿e wszystko toczy siê swoim, z góry ustalonym torem. Co¶ jednak by³o nie tak, bardzo nie tak. Z pocz±tku my¶la³, ¿e to wiatr, ale podnosz±cy g³owê upa³ nakazywa³ ws³uchaæ siê w szum dochodz±cy od drogi. By³ w nim jaki¶ niepokój, jakby zapowied¼ burzy, o której nie mówi³o jeszcze bezchmurne niebo, a co¶ wewn±trz, w ¶rodku, jakie¶ drganie podpowiadaj±ce, ¿e oto dzieñ powoli zmienia swoje oblicze. Od czasu do czasu pojedyncze s³owo przeskakiwa³o przez ogrodzenie uderzaj±c go echem dalekiego grzmotu. Rozejrza³ siê. Na piêtrze u Turskich wci±¿ pali³o siê ¶wiat³o, chocia¿ teraz ledwo widoczne przez atakuj±ce s³oñce, skupione wokó³ wolframowego szañca ¿arówki. Ona wie, widzia³a! Oby to by³ Kosa!– krzyknê³o w nim zag³uszaj±c wszystko inne. Nie zastanawiaj±c siê ruszy³ do furtki. Wie¶ zgromadzona wokó³ karetki wiedzia³a swoje. Zawsze go uderza³o, ¿e t³um potrafi tak doskonale zdusiæ wolê jednostki - twór o wra¿liwo¶ci membrany jednomy¶lnie reaguj±cy na najdrobniejsz± zmianê w otoczeniu. Nie powinienem i¶æ sam... Ju¿ z podwórka rzuci³ przez ramiê: - Proszê siê rozej¶æ! Nie spodziewa³ siê, ¿e pos³uchaj±, zrobi³ to automatycznie jako czê¶æ powtarzanego niezliczon± ilo¶æ razy rytua³u. - My tu u siebie. Chodzim, stoim, kiedy i gdzie chcemy – odkrzykn±³ kto¶ - A kapitan jaki¶ nakaz ma, ¿eby po naszej ziemi hasaæ? Silski odwróci³ siê. Kilkana¶cie osób, w ¶lad za nim przecisnê³o siê za granicê skrzypi±cej furtki zajmuj±c czê¶æ podwórza, wbiegaj±c na schody przed domem. - Jak nie, to drogê nazad poka¿em – mê¿czyzna w wyp³owia³ej leninówce zatrzyma³ siê tu¿ przed nim. Mia³ wymiêt±, naznaczon± bruzdami twarz. Podkr±¿one niewyspaniem oczy spogl±da³y wrogo. Przez chwilê stali nieruchomo. Czego oni w³a¶ciwie chc±? Zg³upieli czy co? – pomy¶la³ Silski bez po¶piechu odchylaj±c po³ê marynarki ods³aniaj±c przyczepion± do paska odznakê i kaburê ze s³u¿bowym Glockiem. Nie lubi³ takich demonstracji – zawsze uwa¿a³ je za szczeniackie, ale jeszcze bardziej nie podoba³ mu siê brzydki u¶miech powoli rozci±gaj±cy usta mê¿czyzny. Nad podwórkiem przetoczy³ siê niezadowolony pomruk. - Zdaje siê, ¿e utrudniacie mi prowadzenie ¶ledztwa – wiedzia³, ¿e pope³ni³ b³±d zanim wypowiedzia³ pierwsze s³owo. - Wyjecha³a… - twarz miejscowego stê¿a³a, a ¿ywy kr±g domkn±³ siê za plecami policjanta – … tam nikogo nie ma – doda³ wskazuj±c brod± dom Turskich – a pan kapitan ma do aresztowania mordercê. No chyba, ¿e chce nas tu wszystkich powystrzelaæ. Silski dawno nie s³ysza³ takiej ciszy: ciê¿ka jak porzucony w polu g³az, a jednocze¶nie dzwoni±ca alarmem w uszach. Powinien by³ odej¶æ przyznaj±c siê nie tylko do pora¿ki, ale i gówniarskiego zachowania. Co z tego skoro nie móg³? Zwyczajnie i po ludzku; nie móg³. - Panie komisarzu – Piasecki sta³ przed furtk± – dzwonili do pana z Warszawy. To chyba wa¿ne… - g³os sier¿anta rozerwa³ pier¶cieñ ¶ci¶niêtych ludzi niczym moj¿eszowy kij ska³ê. - Ju¿ idê – odpowiedzia³ dziêkuj±c w duchu opatrzno¶ci za wyczucie czasu. - Czego¶ siê jednak od nich dowiedzia³e¶… - u¶miechn±³ siê , kiedy Silski do niego do³±czy³ – ¿e nie dowiesz siê niczego. Ca³e Mroczno*. - Mój b³±d. Zachowa³em siê jak szczeniak. Po¶pieszy³e¶ siê, dopiero jedenasta. Sier¿ant wzruszy³ ramionami. - Nie mog± dodzwoniæ siê do ciebie. Mam przekazaæ, ¿e znale¼li Kosê na izbie wytrze¼wieñ w Krakowie. Potem zabior± go na trójkê. Z³ama³ wczoraj komu¶ szczêkê po pijaku pod Sukiennicami.
CDN
* - dziêkujê Lawendowa:)
|