|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
Zakładki:
Byt równoległy
Czytam
Drogi czytelniku! Wszystkie fotografie i teksty znajdujące się na blogu są własnością Tercybiadesa. Ich kopiowanie, powielanie bez jego zgody to kradzież własności intelektualnej, objętej ochroną w myśl ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych.
Poczta
Zaginione
|
wtorek, 15 maja 2012
Klamra
Worek rozpruty sypią się trociny życzeń mimochodem zaglądając w kieszeń: No sto lat i zdrowia. Wiec jak tam u ciebie? U mnie trudno - nie czekając odpowiedzi. Na przełaj przez trzęsawisko, ugrzązłem. Więc jak tam? - przymilnie, wpadłbyś odwiedziłbyś lecz nie sam z walizką. Nie przyjdziesz? To sto lat - obłudnie, posyłając w diabły.
O północy otwieram szampana w celebrze czterech kątów. Namaszczam je na braci w imię Ojca i Syna i Ducha świętej Samotności
czwartek, 10 maja 2012
Dzień dobry
Gdybym miał coś do powiedzenia powiedziałbym. Bez zbędnych ceregieli użył kilku słów - zapewne nieparlamentarnych. Być może ściąłbym kilka głów albo Alicji zamurował norę bo sufit bardzo nisko dziś, a ptaki wydziobały w tynku dziurę. Może bym nawet słońcu napluł w twarz i naurągał chmurom lecz błąka się we mnie ciepła myśl: jest w świecie sparwiedliwość. - Heniowi do głowy uderzyła krew, kiedy koparka rozpruła jego nie moją rurę.
piątek, 04 maja 2012
Barykada

Stoi człowiek w oknie ściska w dłoniach pustkę spomiędzy ramion - wytłacza z niej krople. Coraz go mniej i wciąż za słabo rzuca gronami o szybę na trwogę. Musiałby wyjść z ram w ślepą ulicę wykrzyczeć wyzwanie - bohater chwili pędzącej donikąd.
wtorek, 01 maja 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Kontekst
Kiedy nie wiesz, co robić, posprzątaj. Tak mawiała matka do mojej siostry. Ówczesny model rodziny wyznaczał mężczyźnie inną funkcję. Co prawda ojciec zmywał naczynia w niedzielę, ale tylko do momentu, w którym młoda kobieta nie zaczęła sięgać rękoma do kurków z wodą. Potrafił jednak zrobić w domu niemal wszystko od cieknącego kranu, przez malowanie i kafelkowanie, do wymiany instalacji elektrycznej i cyklinowania. W przypływie nagłego entuzjazmu i wiary we własne zdolności brał się nawet za naprawę telewizora. W takim środowisku dorastający chłopak miał jeden obowiązek; wyrzucać regularnie śmieci. Za co nie mniej regularnie dostawałem po głowie absolutnie na śmierć zapominając o czymś tak mało interesującym. Oczywiście z biegiem czasu, ja-młodzieniec, musiałem nauczyć się kobiecych – jak wtedy mawiano, czynności. Opanowałem biegle pranie, zmywanie (niech będą dzięki wszystkim świętym od detergentów za zmywarkę!), w tym podłóg, gotowanie, które stało się hobby, i ścieranie kurzy. Do większości z nich mam stosunek ambiwalentny, w którym organiczna odraza do bałaganu gra jedną z głównych ról. Jest jednak taki rodzaj porządków, który pochłania mnie bez reszty, do tego stopnia, że zapominam o bożym świecie na nowo wymyślając klucz według, którego porządkuję dźwięki. Przez czterdzieści latach z haczykiem uzbierało się tego trochę. Wciąż, zresztą przybywa nowej. Coraz trudniej jest to ogarnąć - do kaset, winyli i CD-ków, doszły pliki mp3 i pendrivy. Udaję więc tylko, że nad tym panuję. Poza tym, nie da się nie słuchać podczas robienia takiego porządku. W odtwarzaczu ląduje, co rusz nowa płyta, bo przecież ten właśnie kawałek jest moim ulubionym i cóż za czasy! Jaka dziewczyna! Jacy wspaniali ludzie… Potem, zazwyczaj zupełnie przypadkiem, nie patrząc włączam coś po czym nie da się już niczego uporządkować samemu rozpadając się na części. Coś doskonale znanego, a jednak zwalającego z nóg, wyciskającego łzy. Patrzę, który to własciwie był rok i nie wierzę, że nie postarzało się nawet o dzień pozostając aktualne aż do bólu, chociaż zmienił się kontekst...
Kontekst...
wtorek, 24 kwietnia 2012
"Baby są jakieś inne"
Naj-sam-pierw proszę się nie dziwić, że Tercy pisze w trzecie osobie albowiem, ponieważ Tercy się dystansuje. Pozwolił też sobie zapożyczyć tytuł od dwóch takich, co jadąc samochodem przeprowadzają dowód twierdzenia/tytułu. Tercy, oczywiście zgadza się z nim i podpisuje wszystkimi pięcioma kończynami, z tego też powodu tekst będzie jak najbardziej poważny gdyż musi, po prostu musi, swoje trzy grosze wtrącić. Nie będzie rzucał kamieni. Nazbyt często – ze względu na wzgląd wady wzroku – zdarza mu się zamiast powyższych podnieść bumerang, a co się dzieje z rzuconym bumerangiem wszyscy wiedzą. Nie będzie rzucał także dlatego, że lubi odwiedziny płci przeciwnej w tym miejscu objawiającej się w pełnej krasie z podkręconym włosem, podmalowanym okiem, wzruszonym wzrokiem i w tiulach. Proszę nie zaprzeczać, Tercy lubi tiule i nawet jak nie, to tak! Co to Tercy miał…? Ach, miał nie rzucać, w związku z tym będzie sączył, ewentualnie toczył, dlatego feministki i osoby wrażliwsze uprasza się o zrobienie kilku kroków do tyłu. To tyle tytułem wstępu, teraz nastąpi część właściwa. Tercy wstaje pięć minut przed czasem, żeby z domu mógł wyjść dziesięć wcześniej - te brakujące pięć zaoszczędza na ubieraniu. Latem nawet sześć - w gorąc nie nosi bielizny. Człowieki wią, że przegrzanie pewnych partii ciała źle wpływa na ogólne wszystko. Nie żeby zaraz nago, ot potrafi odziać się szybko. Musi wyjść te dziesięć minut wcześniej z powodu pamięci, co znaczy, że średnio wraca do punktu wyjścia trzy, do czterech razy.
1. Po klucze, o czym się przekonuje, tuż za drzwiami - czymś wypadałoby je zamknąć.
2. Po kluczyki do auta, kiedy zdaje sobie sprawę z niezręczności zapalania własnego samochodu na krótko.
3. Po fajki, bo przecież już się zdążył wkurzyć na swoją sklerozę i mus mu zajarać.
4. Po dokumenty przed, bądź już po przekroczeniu dozwolonej prędkości i przymusowym postoju w celu odbycia krótkiej rozmowy z organem (wszyscy wiedzą jakim), władzy.
Punkt czwarty łączy się z punktem piątym stanowiąc w zasadzie jeden, gdyż, poniekąd zauważa także brak telefonu, z którego chciał skorzystać, by zawiadomić o swoim być może spóźnieniu. Tak na wszelki wypadek, przecież nie na darmo wychodzi wcześniej. Szlag trafia go w związku z tym, kiedy się go z tego absolutnie koniecznego czasu wyzuwa. - Jak rany, szybciej! – tak, Tercy, zwrócił się do swojego dziecka, które miał zamiar dowieźć na czas na pierwszy z trzech egzaminów gimnazjalnych. Dziecko, marki Gothic – niewidoczne po zapadnięciu zmroku, wychynęło z cienia pytając bez sensu: - Które? - Co które? – dziwi się Tercy jak najbardziej do rzeczy, zerkając nerwowo na zegarek. - Jezu, przecież buty! - No normalne, glany – odpowiada szybko i jak mu się wydaje właściwie. - Ale które?! – wyrzuca mu bezduszność Dziecko. - A ja wiem? Różowe? – kiedy Tercy się śpieszy robi się złośliwy. - Jezu, tato! - To ty się pomódl w intencji wyboru, a ja skoczę biegiem poderwać Młodą, bo zapomniałem. Młoda, ma wole w związku z egzaminami, a przecież pies też człowiek i wyjść musi - Młode pozostawione bez dozoru śpi do południa z powodu komputera kitranego pod łóżkiem. - Wstawaj, z psem trzeba pójść! My jedziemy do szkoły – krzyczy z progu, bo coś blokuje drzwi. Pewnie bałagan. - O Jezu – niby się obudziła, ale Tercy wie, że to podpucha i trzeba zaczekać aż usiądzie żeby nie zaległa znowu w leżu. - Wstawaj córcia dzień się dzieje. Cisza. - Wstawaj nie mam czasu! - No przecież wstaję! - No to wstań. - No wstaję - No… - No – warczy Młoda, znak że usiadła. - I dobrze. Z psem, pamiętaj! – woła Tercy pędząc na dół gdzie Dziecko zdejmuje żółte glany. - Co jest? – pyta zdziwiony. - Nie pasują. - Już za małe? - Tato, kolor! – oburzone Dziecko ciska w niego gromem. - Do czarnego wszystko pasuje – zgrzyta Tercy. - Ale nie do mojego. - A jaki jest twój? Kto zgadnie jaki jest czarny Dziecka? No, śmiało. Co mówicie? Nie. Pierwsze dwie odpowiedzi; pudło. Trzecia, ciut bliżej, ale i tak źle. Niech Dziecko samo odpowie. Odpowiadaj Dziecko, tylko szybko na rany Chrystusa! - Indywidualny I co? Komu przyszło do głowy, bo Tercemu nie przyszło, i chwilę postał w zasoleniu nim przydreptało to, co przydreptać musiało: - Ty wiesz, że ja cię za chwilę zamorduję? – zapytał. - Nie pomagasz tato. - Jak cię zamorduję to, to będzie trwała pomoc; odetchnę pełną piersią. - Nadal nie pomagasz. Pewnie zamiar przeszedłby w czyn gdyby nie przyszło olśnienie. To nie dziecko, a już kobieta i za cholerę nie wyjdą o czasie! Trzeba więc działać zgodnie z kobiecym scenariuszem. - Ubierz białe. - Dlaczego? Gdyby to było dziecko nie kobieta strzeliłby je w nastroszoną czerwień zastępującą włosy. - Bo miałaś być na galowo, a czarną masz całą resztę – powiedział łagodnie. Kobieta przed szafą z butami klęczy w ciszy, niby pogrążona w modlitwie. Myśli – tego procesu nie należy przyśpieszać, więc Tercy czeka, a czas wręcz przeciwnie. - Czarne! – woła Kobieta odkrywczo wcale nie na przekór białemu. - To weź do samochodu, ubierzesz po drodze. Już, Tercy, jest przy drzwiach ciągnąc za sobą Babę z obuwiem w ręku. - Kluczyki wziąłeś tato? - Młoda będzie w domu – skrzypią złowieszczo zawiasy. - Od samochodu. Tercy wraca się. Zabiera kluczyki. Wychodzi. Płeć sznuruje buty na schodach. - A telefon? – pyta wesoło, niemal beztrosko. Obrót na pięcie, Tercy znika. Znowu wychodzi. - Jedziemy! – woła pędząc do auta. - O papierosach nie będę ci przypominać… - rzuciła lekko wiążąc drugiego glana. Tu Tercego trafiłby szlag, gdyby wcześniej nie doszedł sam z sobą do zgody, że to już kobieta i nie może wszystkiego naraz tylko w dawkach, pojedynczo upokarzając. Tym słowem mogłaby skończyć się ta przydługa nieco historia - wrócił się już Tercy trzy razy, gdyby nie jeden drobiazg. Przed salą egzaminacyjną okazało się, że Kobieta nie używa jeszcze torebki, w związku z tym nie nosi w niej absolutnie wszystkiego i o jej legitymacji szkolnej musi pamiętać kto inny nie ona. Kto inny nie pamiętał, więc wrócił do domu łamiąc wszystkie przepisy ruchu drogowego po drodze. W domu zaś, pod drzwiami siedział pies. Wskaźnik pojemnika z moczem sięgał połowy oczu przekrwionych od wysiłku wstrzymywania. Na piętrze, przed lustrem, druga kobieta brodziła w przymierzonych wcześniej ciuchach nie mogąc zdecydować w jakiej kreacji wystąpić na spacerze z psem w lesie, chociaż zębów jeszcze nie umyła. Tercy do tej pory zdążyłby dojść z psem do bagna i się w nim utopić, a już na pewno do najbliższego słupa. I niech mi ktoś powie, że Baby nie są jakieś inne!
piątek, 20 kwietnia 2012
Męskie rozmowy
Porządkuję to i owo: to kasuję, owo zapisuję, żeby na końcu pozbyć się haseł i zwolnić bajty na serwerach dla następnych pokoleń. W taki właśnie sposób spotkałem Gienia i Zbynia, wciąż siedzą przy barze…
------------------------------
- Mateczko… – wyszeptał Gienio trącając łokciem Zbynia - ale ciacho - oblizał się odprowadzając wzrokiem długonogą blondynkę. - Zbyniu! Żyjesz? - Co? - uprzejmie zapytał Zbynio. - Niedosłyszysz, niedowidzisz. Mówię, że foczka jak blask objawienia! – zdenerwował się Gienio. - No i? –mruknął Zbynio w szkło. - Ty wiesz, co? Niedowidzisz, niedosłyszysz i niedorozumisz. Wolny jesteś! Mnie nie wolno, Alinka by mnie zamordowała tępą łyżką... - No – z nutką refleksji przytaknął Zbynio. - Co no? Nie wolno mi, czy Alinka? - No Powtórzył Zbynio, tym razem napełniając monosylabę głębokim przekonaniem. - Masz rację; ciężko być żonatym w czasach zarazy… Gienio tęsknym wzrokiem omiótł pub. - Pod taką presją człowiek jest, że ledwo się w spodniach z nerwów można utrzymać. Wystarczy reklamę szminki obejrzeć albo podpasek. Jeszcze trochę, a sam zacznę ten damski szajs kupować. - Te z aplikatorem? – zainteresował się życzliwie przyjaciel. - Weź, bo cię strzelę. Ja tu o poważnych sprawach, a ty mi orientację chcesz zmieniać. - No – powrócił, Zbynio, nie w porę w przestrzeń ulubionego słowa. - Jednak cię strzelę, do niedorozumienia dodam jeszcze niedomaganie. Gienio ze złością chwycił drinka i jednym haustem posłał go w podróż po krwioobiegu. - Mówię o czasach ciężkich! Emanacji, afirmacji, degradacji, golizacji… Ciężkie Uch Zbynia uleciało znad szkła. - O widzisz, tu zaczynasz mówić rozsądnie. Człowiek się naogląda, nasłucha i nie wie, w co ręce włożyć! – perorował Gienio z pasją – Nie daj boże niech się jakiś skok w bok przytrafi zaraz dramat , a wiadomo przecież, że wszystko ma swoją wytrzymałość. Ze stali nie jesteśmy! - No - Co ty tam wiesz, mógłbyś korzystać w całej rozległości, ja, No mogę powiedzieć ty siedź cicho. - No – zgodził się Zbynio. Gienio palcem pokazał barmanowi pustą szklankę. Przez chwilę milczał by wreszcie, łamiącym się głosem poradzić przyjacielowi: - Ożeniłbyś się w końcu, Zbyniu. Serce się kraje…
środa, 18 kwietnia 2012
piątek, 13 kwietnia 2012
Jednym tchem
obiecaj mi że nic się nie zmieni i będę jak skała jak piędź ziemi niepokonany nieśmiertelny wieczny raz jeszcze uwierz - uczyń mnie Bogiem a nie stanie się nic ponad to, co mogę
|